jesień powrociła
Z radością informuję, że pojawiła się kolejna galeria – świeża, bo zdjęcia robione wczoraj. Efekt takiej nieco spontanicznej sesji w parku, po szwendaniu się po mieście z jadzią
Trzy zdjęcia to ujęcia z naleśnikarni – pierwsze z wykorzystaniem mojego dyfuzora na lampę, zrobionego z pudełka po kliszy, reszta to korzystanie z powrotu jesieni na starówce i w Ogrodzie Saskim, pełnym powalonych drzew po ubiegłotygodniowym ataku zimy.
uzupełnienia w galerii
Kilka wieści z frontu: uzupełnianie galerii trwa – zdjęcia pojawiły się w dwóch kolejnych. I to całkiem sporo. Architekturę bardzo lubię focić i uzbierałam już całkiem niezłą ilość zdjęć – zarówno z Nikona jak i z poprzedniego aparatu – Olympusa. Do galerii jak wiadomo wybrałam ulubione, z obu aparatów – dlatego niektóre są w nieco gorszej jakości.
Galeria mojej siostry – Moniki jest jak na razie najobszerniejsza z portretowych. Wiadomo, moja ulubiona modelka i doradca fotograficzny i scrapowy, i to zawsze pod ręką
w obiektywie
Bardzo długo poszukiwałam miejsca, gdzie mogłabym umieścić moje zdjęcia. Te internetowe portfolia, które mi się podobały były płatne. Te, które mi w ogóle nie przypadły do gustu, albo miały bardzo małą pojemność były oczywiście darmowe. Postanowiłam poszukać innego rozwiązania. I tak właśnie powstała moja galeria na blogu. W tej chwili jeszcze czeka na zapełnienie się zdjęciami, ale jestem z niej dumna (baa, puchnę z dumy
).
moja galeria, czyli w obiektywie
Na chwilę obecną udało mi się uzupełnić tylko jedną z podstron. Jej bohaterką jest moja najlepsza przyjaciółka, wkrótce ciocia (tak to u nas ciekawie jest). Te 12 zdjęć jest efektem krótkiej październikowej sesji, w dniu kiedy termometry wskazywały tylko 4 stopnie. Nie pokonała nas ani temperatura, ani to że w skórzanych rękawiczkach ciężko obsługuje się aparat. Z sesji jestem wyjątkowo zadowolona.
migawki dnia codziennego
Niniejszym przedstawiam wpis do wędrującego albumu magdy.flynn
Temat baaardzo mi podpasował – “Migawki dnia codziennego”, bo zdjęcia robię codziennie i naprawdę to lubię. Tym razem poszłam w minimalizm, tak żeby nic nie przytłaczało fotek
Wybrałam sobie sześć zdjęć wrześniowych, pięć jest mojego autorstwa, jedno zrobiła mi koleżanka. W albumie znalazł się także mój tag, ale zapomniałam mu zrobić zdjęcie. A szkoda, bo mi się podobał.
Bazą wpisu jest tapetka z LM
Ładna jest, tylko trudno się ją równo cięło.
Zauroczyły mnie bawełniane wstążki. Jak zaopatrzę się w większą ilość to będę ich w najbliższym czasie sporo używać.
Mam nadzieję, że nowy wygląd bloga się podoba. Sama muszę się jeszcze do niego przyzwyczaić.
od kuchni… czyli przepiśnik
Jako potwierdzenie tego, ze ciągle coś robię, pokażę stworzony już dawno przepiśnik. Na okładce tapetka z LM
, małe kawałki papierów, suszony bratek, dratwa, zszywki i nawet serwetka! Czyli całkiem dużo jak na mnie. Widać nawet zembossingowany zawijasek i kawałeczek wstążki. Tektura z której zrobiłam okładkę, oczywiście oklejona moim ulubionym papierem pakowym, który zaczyna mi się kończyć, a trudno na niego trafić w plastyku. Przepiśnik jest mały – ma tylko 13×18 cm, za to grubiutki
Wstążeczki są przyklejone do kolejnych przekładek, więc łatwo jest mi otworzyć przepiśnik właśnie tam gdzie chcę.
Przekładki zrobiłam z cienkiej, nieoklejonej niczym tektury. Tylko troszkę je ozdobiłam.
Moje dwie ulubione przekładki:
A z tyłu pełen lans. Żeby nie było wątpliwości, do kogo ów przepiśnik należy.
Całość zamyka się na gumkę, żeby się nie otwierało wtedy kiedy nie trzeba (bo zdarza mi się go nosić w torebce – a jak wiadomo w torebce mam wszystko
więc nie chcę, żeby mi się za bardzo zniszczył)
pudełko pełne skarbów
Wczoraj rano oficjalnie wyruszył mój drugi ogólnopolski i pierwszy europejski
wędrownik. Tym razem tematem wędrownika jest “Pudełko pełne skarbów”.
Okładka to papier pakowy i jeden z zakupionych już dawno papierów – taki z motylkiem. Mocno potuszowany, motylek potraktowany lakierem do decu. Klisza to rub-ons, a suszki szafirków z własnego ogrodu. Poza tym użyłam też miedzianych ćwieków, zszywek i dratwy.
Przez lakier, mimo że na opakowaniu napisali ‘matowy’, motylek się błyszczy. Tak samo klisza potratowana bezbarwnym embossingiem
. Napis to czcionka, której nazwy nie pamiętam, ale spodobała mi się przez to czarne tło i niektóre odwrócone litery.
Tak wygląda zaraz po otwarciu.
Wewnętrzna strona okładki również wytuszowana i postemplowana nieco.
List przewodni na jednej z metek ubraniowych, podarowanych mi jakiś czas temu przez wilka. Ważka to embossing czarnym pudrem. Po stronie z listem jest przekładka z przezroczystej folii, co by się wpis nie brudził przez te szaleństwa tuszowe,
Mój własny wpis. Kwiat wycięty z tapety z LM, zdjęcie z bliżej nieokreślonej gazety (bo nie miałam czasu wywołać własnego). Cytat jeden z moich ulubionych ostatnio. Moja interpretacja tematu jest właśnie taka. Zarówno to zdjęcie jak i chwila opisana w cytacie są dla mnie bardzo inspirujące. Tego typu zdjęcia (ale wolę moje własne) i momenty to takie skarby, które chciałoby się schować w pudełku. Żeby móc wyciągnąć i się natychać, albo móc przypomnieć sobie uchwyconą chwilę.
Po raz pierwszy ćwiek z zestawu ornamentowego ze scrap.com.pl.
jesienne dekoracje
Po powrocie ze spaceru do pałacyku stworzyłyśmy z mamą nasze pierwsze w tym roku jesienne dekoracje. Ona bukiet do kuchni, a mi przypadł ogromny wiklinowy kosz stojący na ganku.
Ze zdjęcia po prawej jestem mało zadowolona, jak będzie ładne światło to zrobię nowe i podmienię. Pierwsza wersja dekoracji była nieco inna, ale po dokupieniu gąbki do kwiatów i dostarczeniu przez tatę jarzębiny, zmienił się jej wygląd.
Mój kosz, na który nie narzekam. na zdjęcia też nie
Widać w nim moje róże z liści klonu, jeszcze z zeszłego roku. Na tegoroczne już się czaję, ale jak na razie są jeszcze zbyt zielone.
























ostatnie komentarze