nowe szaty k..alendarza
Na początku roku akademickiego zrobiłam sobie kalendarz. Używałam go codziennie, został nawet przez koleżanki nazwany magicznym kalendarzem, bo zawsze wszystko wiedział. W przeciwieństwie do nas
Okładka była bardzo prosta, ale niestety się już zniszczyła, i chociaż niepokazana na blogu, odeszła na zasłużona emeryturę (yy można tak to nazwać ;D), a jej miejsce zajęła wersja druga – poprawiona. Czy jakoś tak.
Ale też już nosi ślady użytkowania, a przede wszystkim pomieszkiwania w mojej przepastnej torbie.
Układ inspirowany pracami Tary Anderson. Stempelek ważka i literki to nowe ebayowe nabytki. Ćwiek jeszcze z zestawu świątecznego z empiku, ale jakoś mi tu podpasował. To czerwone to rubons (fancy pants chyba). Zielony papier to moje ukochane K&Company Que sera sera. Okładka od środka podklejona tapetą z LM.
Przekładek w kalendarzu nadal nie ozdobiłam. Ciągle się do tego przymierzam, bo jednej mi wciąż brakuje. Zabrakło mi tektury, takiej z okładek na bloki
A to nasz hiacynt (zwany przez miu pieszczotliwie fiacyntem). Pomaga nam przywoływać wiosnę.


6 comments