Archiwum
romantyczne słodycze od latarni
Latarnia na swom blogu proponuje romantyczne słodycze – zestawy zaprojektowanych przez nią papierów do scrapbookingu

ocalić o zapomnienia
“Ocalić od zapomnienia”. To właśnie temat albumu Moni. Pomysł przyszedł nagle w nocy. Bo co od zapomnienia chciałby ocalić historyk z zamiłowania (z wykształcenia niestety nie – połączenie dwóch kierunków studiów nie wyszło)? Lublin Żydowski. Są w samym sercu Lublina miejsca, które zostały jakby skazane na zapomnienie. Dzielnice, które zniknęły wraz z obiektami i ludźmi, mimo że przez całe wieki należały do lubelskiej historii. Żydowskie Podzamcze przestało istnieć wraz z jego mieszkańcami. Po ich likwidacji, zburzono domy i synagogi, niejednokrotnie całkowicie zacierając ślad po wielowiekowym istnieniu bogatej kultury. Jedyną pamiątką po Mieście Żydowskim jest dzisiaj skromna tablica pamiątkowa z coraz bardziej niewyraźnym planem zapominanego Podzamcza. I niepozorna studnia na PKSie.
Jednym z wymagań był styl vintage, w którym wybitnie się nie specjalizuję. Ba, chyba nawet brakuje mi w mózgu funkcji odpowiedzialnych za tworzenie takich pięknych starociowych dzieł, jakie tworzy właścicielka albumu. Bo ja to jestem na wskroś clean&simple. (I dobrze mi z tym
)
Na zdjęciach we wpisie, po lewej: Podzamcze – Dzielnica Żydowska pod Zamkiem; wyburzona po wojnie ul. Szeroka; Jesziwa przy ul. Lubartowskiej. Po prawej: także Dzielnica Żydowska, Wielka Synagoga Maharszala. Tekst to dwie ostatnie strofy wiersza Józefa Czechowicza “Wieniawa”.
a u mnie znowu biało
Powracam do białych klimatów. Tym razem kartka na chrzest zamówiona przez moją ciocię. Jest skromnie i elegancko. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Powstała ze złożonego na trzy części perłowego papieru wizytówkowego w formacie A4. Świeczka rysowana od ręki i potuszowana. A tą niebieską chmurkę też sama wycięłam. Pierwszy raz mi się udało.
A tu widać kawałek organzy, upolowanej jakiś czas temu przez Magdę, i podzielonej potem na spotkaniu.
wiosenny kiermasz rękodzieła
Nasz pierwszy wyczekany i własny kiermasz. Pogoda nam dopisała, tak że udało mi się spiec sobie szyję. Klienci także nie zawiedli, więc możemy uznać go za udany.
Część naszego wspaniałego stoiska. Pisanki zarówno moje jak i miu, Doroty, Magdy i Julity, a także piękne rameczki i deseczki Doroty, stroiki Julity. I filcowy kwiatek miu
Stojaczek całkowicie zawładnięty przed Dorotę i miu, tzn ich kolczyki, a także pisanki Doroty.
Nasza piękne karteczki. Wilk sprawdził się jako nasz logistyk kartkowy i nie tylko.
W roli głównej stroiki Julity, ślubna kartka Agnieszki i notesiki Edyty
Pisaneczki nasze
Wygrzewałyśmy się na słoneczku, plotkowałyśmy i czekałyśmy na klientów.
Ludzie byli nieświadomi, że są przez nas czujnie obserwowani. Tutaj na posterunku stoi Edyta.
Zgodnie z zasadą “klient nasz pan” miu przerabia kolczyki na klipsy, wg życzeń małych klientek.
Relacja z kiermaszu również na blogu Edyty
kartki, kartki, dużo kartek
Kartki wszystkie już sprzedane. Część na kiermaszu, ale kiermasz zasługuje na osobną notkę więc teraz nie o nim. Oto efekt dwóch płodnych nocy. Część fotografowana bardzo rano, więc kolory takie jak widać.
Zgodnie z sugestiami skulimki, postanowiłam w noc przed kiermaszem stworzyć jeszcze własną metkę. I zadowolona z niej jestem. To chyba pierwsza, która mi się udała.


































ostatnie komentarze