ach co to był za ślub…
W sobotę byli my na ślubie. Ślubie Eweliny i Pawła. Znajomość z panną młodą zapoczątkowała nasza wspólna praca w firmie produkującej zaproszenia ślubne. Jako, że nic tak nie łączy jak nielubienie szefostwa (oraz wspólny kierunek studiów i zainteresowania) to wciąż utrzymujemy ze sobą kontakt. W sobotę miałam też okazję dzięki nim spróbować fotografii ślubnej i spodobało mi się. Ale cierpiałam z braku lampy błyskowej, oj cierpiałam
Na ślub przygotowałam karteczkę.
Dumna z niej jestem. Tyle tylko napiszę.
A sam ślub. Ach co to był za ślub
kwiatów deszcz niech spadnie z drzew
Z minimalizmem wygrywają ostatnio kompozycje kwiatowe. I nie narzekam na to bynajmniej. Karteczka pierwsza to dzieło moje i wilka, klejone w sobotni wieczór na imieniny jego babci – bazą kartki jest tektura, żeby ładnie stała i się prezentowała. Różyczka to wyrób własny. Cyga podzieliła się z nami kiedyś tajemną wiedzą, jak takiego habuzia wykonać.
Karteczka druga zrobiona w ramach podziękowania od mojej mamy dla jej koleżanki. I znowu kompozycja kwiatowo-listkowa. Papier pod napisem jest taki fajny mechaty, w sam raz do miziania, zakupiony u Endiego (tak jak i pomarańczowe i zielone kwiatuszki). Środek różyczki samoróbki zrobiłam perlen penem.
Produkcja kartek świątecznych już ruszyła w ramach odstresowania. Siedzę sobie i kleję. Efekty niebawem. Pochwalę się również zmajstrowaną dzisiaj ramką na fakultecie z metodyki plastyki.
urodzinowy album
Album zamówiony przez koleżankę z grupy – Olgę, dla jej chłopaka na urodziny. Ma wymiary 9 na 14 cm. Okładka to pognieciona i potuszowana bibuła. Ptaki to zembossingowany stempel. Zdjęcia albumu robiłyśmy w plenerze, na murku pod zamkiem, stąd to dziwne tło. Olga zakrywała słońce, żeby nie robiły się cienie, a ja pstrykałam.
Po lewej stronie znajdują się zdjęcia, po prawej teksty podane przez Olgę. Dzieli je pergaminowa przekładka.
A tak wygląda z półprofilu.
Następnym razem pokażę dwie kartki – jedna robiona wspólnie z wilkiem, i druga stworzona dla koleżanki mojej mamy.
akwarela cafe
Jako, że nie mam nic ciekawego do pokazania to dzisiaj będzie fotograficznie. Moja ulubiona lubelska kawiarnia. Przepadam za klimatem tego miejsca, za cappuccino con panna, za widokiem z okna na rynek, za moim ulubionym miejscem właśnie przy tym oknie. Za kolorami i wystrojem. Bo to najlepsze miejsce do rozgrzania się po kilkugodzinnym foceniu na starówce. Moja najulubieńsza akwarela cafe.
Gdyby tak jeszcze można było sobie częściej pozwolić na spędzanie tam czasu przy filiżance kawy.
na przekór zimnemu listopadowi
Niecały miesiąc temu ogłosiłyśmy z siostrą na naszym lubelskim blogu wyzwanie jesienne, które wygrała kartka Moni. Jako nagrodę przygotowałam dwa ocieplacze na kubki z filcu. Przy szyciu pomagała mi babcia. Listki to moje dzieło. Ocieplacz zawiązuje się na kubeczku za pomocą dwóch wstążeczek.
Jak tak na nie patrzyłam to aż mi się własny zamarzył i muszę do niego przysiąść, jak tylko zakupię filc.
A teraz jeszcze chciałabym się pochwalić, że dostałam od cygi wyróżnienia za wierność swojemu stylowi, piękne zdjęcia i zaangażowanie w nasz lubelski blog
Dziękuję bardzo.



Chciałabym je przekazać przede wszystkim moim lubelskim koleżankom, a szczególnie miu, edit i ani z zielonego wzgórza, których to blogi mnie nieustannie inspirują. A także: cynce i eight za niezwykłą kreatywność
Uzupełniłam także moje “w obiektywie” o kolejną galerię, której bohaterką jest Beata
będę bogata dzięki notesom ;)
W weekend wyprodukowałam dwa notesy na zamówienie. Jeden starociowy dla chłopaka koleżanki, drugi na Sylwii, bohaterki jednej z galerii. Oba są w formacie A5 i zostały zamówione po zobaczeniu mojego kalendarza, ktory kiedyś pokażę.
Notes starociowy. Okładka to potuszowany papier pakowy (jakie to zaskakujące i nietypowe u mnie
) i zembossingowane czarnym pudrem damaski od edit :* Kartki w środku są jakby beżowe i mają poszarpane i wytuszowane brzegi. Zamawiająca była tak zadowolona, że chciała oderwać napis i zatrzymać notes dla siebie.
Tył, troszkę skromniejszy.
Notes dla Sylwii. Miał być niebieski z kwadracikami jak w moim kalendarzu i z Marylin
I taki właśnie wyszedł.
I tył z moją metką
I tak dla odmiany kartka urodzinowa dla mojej babci. Różyczki wykonane własnoręcznie z papieru czerpanego wg kursu cygi, którym uraczyła nas na jednym ze spotkań. Krzywe serduszko sama sobie narysowałam i wycięłam
album na chrzest Małgosi
A oto mój największy ostatnio projekt. Album na chrzest, robiony wedle życzeń klientki – kolory, teksty i to co miało się znaleźć na kolejnych stronach. Plus pudełeczko z “szybką” wykonane przez wilka, a oklejone przeze mnie
Album ma wymiary 21 na 21 cm i tradycyjnie jest zbindowany. Zdjęć mnóstwo. Starałam się ograniczyć ich ilość, dlatego nie pokazuję każdej strony oddzielnie, tylko te których dobrze nie widać na zdjęciach rozkładówek przez to, że są przykryte przekładką z kalki.
Kropeczki zrobione perlen penem, kupionym specjalnie do tego albumu. Różyczka kupiona jakiś czas temu na allegro
Okładka. każdy dmuchawiec ma zrobione kuleczki wspomnianym wcześniej perlen penem. Napis wydrukowany na kalce, żeby było widać wklejone na pierwszej stronie zdjęcie.
Strona pierwsza z życzeniami od chrzestnej. I miejsce na zdjęcie.
Strony z imieniem i jego opisem. Imię wydrukowane, wycięte i zembossingowane perłowym pudrem. Wszystkie odbitki stempli potraktowałam w ten sam sposób.
Opis imienia:
Miejsce na opis dnia, napis i damask to również embossing.
Strona na zdjęcie rodziny:
Strony na zdjęcia chrzestnych:
Na tej stronie znajduje się również miejsce na wpisanie danych chrzestnych.
Kieszonka na tagi z życzeniami od gości i miejsce na płytę z uroczystości.
Tag we własnej osobie, od strony bardziej wyjściowej
Do pokazania mam jeszcze dwa notesy robione na zamówienie i kartkę urodzinową dla babci. Także… strzeżcie się





































ostatnie komentarze