po holtzowemu
Wierzcie mi, ale niedawno po raz pierwszy zajrzałam na blog Tima Holtza. Się trochę ponatychałam, wyjęłam co mam holtzowego, akwarelki i zaczęłam tworzyć. Nie mogłam sobie podarować użycia mojej ulubionej gniecionej bibułki. Tak właśnie powstała zawieszka, którą moja mama powiesiła sobie w kuchni. Na niej widać ważkę odbitą białym tuszem Latarni i potraktowaną bezbarwnym embossingiem. A na to akwarelki.
I okładka, jeszcze nie wiem na co dlatego nie zbindowana. Bibułka potuszowana, potraktowana pudrem distressem Rangera (old paper) i jakimś miedzianym ze scrap.comu (nie wiem jak się nazywa, bo mam tylko połowę, opakowanie przypadło edit
). Ptaszki odbite w ten sam sposób co ważka. Drzewka i koronkę odbiłam już po pomalowaniu, czyli odciśnięciu kartki na rozrobionych na macie akwarelkach. Na rogach wykorzystałam kupione już ze dwa lata temu narożniki Rayhera.
mój domowędrujący
Wreszcie skończyłam i pokazuję mój tegoroczny projekt, czyli album domowędrujący. Za cel postawiłam sobie wykorzystywanie jak największej ilości materiałów, uczenie się nowych technik i takie tam. Zamierzam się dzięki niemu rozwinąć nieco scrapowo.
Na okładce jak widać sporo jak na mnie. I warstw jest kilka i rubons i piękny damaskowy ćwiek ze scrap.comu.
Wpis styczniowy. Miało być starociowo (jest starociowo po mojemu
), brązowo (starałam się naprawdę, ale ten niebieski mnie tak kuuusił), miał być journaling na kole – jest ale zamazałam. Miało być też koronkowo, niestety nie wiedziałam już gdzie upchnąć koronkę. jak widać rozdziewiczyłam Victorianę – z papierów jestem bardzo zadowolona, nawet biały tusz w nie bardzo nie wsiąka. A i kolory mają bardzo ładne.
Ta w żółtej czapce to ja oczywiście. Na zdjęciu na lewej stronie mam skrzydełka zrobione na praktyki mikołajkowe w przedszkolu. Numer obok zdjęcia to pasek z jednego z papierów Victoriany, ćwieka, filcową śnieżynkę i ten domek mam od Moni. Na prawej stronie widać znowu mnie, zdjęcie Beaty i Emilki z naszej styczniowej sesji, oraz szadź na habuziach. Tekst zbyt prywatny, więc też zamazany. Szary ćwiek z zestawu, który dostałam od miu na Mikołajki.
album prawie błyskawiczny
Na gwiazdkę sprezentowaliśmy wilkowym rodzicom całkiem gruby album. Znalazły się tam ich zdjęcia z dzieciństwa i czasów młodzieńczych oraz ze ślubu, a także trochę zdjęć dzieci, czyli wilka i wilkowego rodzeństwa. Zbieraliśmy je w tajemnicy przed nimi prawie rok, żeby potem w jeden dzień całość skleić. Tak. Dzień przed świętami – wilk zamiast sprzątać, a ja leżeć w łóżku z gorączką i katarem – siedzieliśmy i kleiliśmy ten oto album.
Karty albumu tworzą sklejone kartki papieru wizytówkowego. Są nieco ozdobione, ale jak to u mnie – bez przesady
Format to A4. Alfabet tradycyjnie od Endiego (swoją drogą już zaczyna mi się kończyć i należałoby się zaopatrzyć, jak się pojawi w sklepie)
Zdjęć środka nie mam, więc pochwalę się okładką, która już tata wilka zdążył stunningować – otrzymała metalowe narożniki, żeby się przypadkiem nie poniszczyła
pirackie zaproszenia
Jedną z ostatnich masowych produkcji były pirackie zaproszenia na, oczywiście pirackie, urodziny sześcioletniego Aleksa. Treść zaproszenia jeszcze nie wpisana, dlatego widzimy takie puste miejsce. Pirat malowany kredkami akwarelowymi, kontury poprawiane piórkiem. Brzegi postarzane tuszami ze scrap.kom.peelu. Nowym brązowym jestem zauroczona. Tak jak i Victorianą, ale o niej w osobnej notce.
I cały tłum zaproszeń
był sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje…
Tym razem trochę sielsko. Jedno z moich zaliczeń z fakultetu metodyki plastyki – stylizowana ramka. Oprawę zyskało jedno z moich ulubionych zdjęć z lubelskiego skansenu, ze mną i wilkiem w roli głównej, którego autorką jest moja zdolna siostra – miu. Pewnie gdyby nie fakultet to bym się na coś takiego nigdy nie porwała. A tak podekupażowałam sobie, pomalowałam,pokleiłam i jestem bardzo zadowolona z efektu, mam ciekawą dekorację na biurku, a prowadzący zajęcia był moją pracą zachwycony (ha!
)
Założenie było takie, że ramka miała choć trochę przypominać frontową ścianę chatki. Za wszelkie sugestie dziękuję wilkowi, a za inspirację dziękuję cydze, która tym właśnie cytatem podsumowała zdjęcie.
Był sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje,
Ona kaszląca i słaba, on skurczony we dwoje.
Mieli chatkę maleńką, taką starą jak oni,
Jedno miała okienko i jeden był wchód do niej.
Żyli bardzo szczęśliwie i spokojnie jak w niebie,
Czemu ja się nie dziwię, bo przywykli do siebie.
dla babci i dziadków
Dam spokój zimie i pochwalę się teraz kartkami dla babci i dziadków, które przygotowałam. Babcia dostała komplecik – karteluchę na wzór kartki Bodlis, liftowanej jakiś czas temu w art-piaskownicy, oraz notesik.
I kartki dla dziadków, jak widać bardzo podobne. Obu bardzo przypadły do gustu, mimo że z różyczkami (te białe to moja własna produkcja). Uff
Wypróbowałam też nowy stempelek-koronkę z Primy
Domyślam się, że kartek w takim kształcie powstanie jeszcze sporo. Tylko na okazję czekam
na wschodzie bez zmian…
Tak. Na wschodzie ciągle biało. Tym razem kilka ująć z mojego ciastka (cookie znaczy), bo baterie w olympusie się zbuntowały
Rury z wodą też nam się zbuntowały, ale nagrzewnica pomogła. Małe to, różowe i niepozorne, ale okazało się baaardzo pomocne.
A więc pozanudzam Was jeszcze moją bielusieńką okolicą. Jak to wszystko się roztopi to będą zdjęcia “prawie jak Wenecja”. Dzisiaj już jakoś tak upalnie było. Tylko -14, a to w porównaniu do wczorajszego niemal -30 to prawie jak upał.
I okolice stancji mojej koleżanki. Jakoś tak chwilka po siódmej rano.




















ostatnie komentarze